Od wtorku wyleguję się w łóżeczku, pijąc herbatę za herbatą, biorąc garści tabletek, litry syropów i kilogramy prochów żeby do jutra czuć się w miarę na siłach. Chyba dobrze idzie bo temperatura 36,6 się utrzymuje, zużywam coraz mniej chusteczek, humor powraca. Szkoda tylko, że jeszcze tyyyyle rzeczy muszę przygotować i ogarnąć a taaaak cholernie mi się nie chce. Mogłabym już tam być.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz